Jeden 15-latek z Biłogoraja nie żyje, drugi przebywa w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Lublinie. Niewykluczone, że obaj zażyli nieznaną substancję. Mimo, że dopalacze są zakazane, to nadal zbierają śmiertelne żniwo.

Okoliczności i przyczyny śmierci 15-latka badają śledczy. I choć jeden z nastolatków został zabrany z domu nieprzytomny, a drugiego znaleziono na ulicy to niewykluczone, że obaj mieli kontakt z tą samą substancją. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem prokuratury.

Lekarze z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie, do którego został przewieziony nastolatek, nie udzielają informacji na temat jego stanu zdrowia, wiadomo, że jest stabilny.

Choć od dwóch lat obowiązuje zakaz wprowadzania na rynek i rozprowadzania tzw. środków zastępczych - czyli dopalaczy, to na oddział toksykologii w Lublinie co tydzień trafia kilka osób z objawami zatrucia dopalaczami.

Dopalacze to nic innego jak różnego rodzaju mieszanki środków chemicznych. Wywołują halucynacje, agresję. Wciąż pojawiają się nowe odmiany dopalaczy, lekarze dopiero po uszkodzeniach narządowych są w stanie stwierdzić, z czego taka substancja się składa. Ze statystyk wynika, że po dopalacze sięgają osoby młode w wieku od 19 do 30 lat. Ze 115 przypadków w województwie lubelskim z ubiegłego roku tylko 8 zatruć stwierdzono u dziewcząt. Śmierć 15-latka z Biłgoraja, jeśli badania potwierdzą ,że doszło do niej z powodu dopalaczy, byłaby pierwszą od kilku lat.